17 marca 2006

19 Marca III Niedziela Wielkiego Postu Rok B



Zbliżała się pora Paschy żydowskiej i Jezus udał się do Jerozolimy. W świątyni napotkał siedzących za stołami bankierów oraz tych, którzy sprzedawali woły, baranki i gołębie. Wówczas sporządziwszy sobie bicz ze sznurków, powypędzał wszystkich ze świątyni, także baranki i woły, porozrzucał monety bankierów, a stoły powywracał. Do tych zaś, którzy sprzedawali gołębie, rzekł: Weźcie to stąd, a z domu mego Ojca nie róbcie targowiska!

J 2:13-25

Słowem

Takiego Jezusa właściwie nie znamy. Wychodzi z siebie. Dziwi nas sam fakt. Ale przede wszystkim dlatego, że Jezus jest miłośnikiem pokoju, bierze w obronę biednych i zepchniętych na margines społeczny, rozumie ludzi i dostrzega ich rany, nawet te, które starają się głęboko ukryć. Tym razem jednak ukazuje się w zupełnie innym świetle. Rozwścieczony, zrobiwszy sobie bicz, jak burza przeszedł przez plac świątynny i uświadomił tym, którzy uczynili sobie ze świątyni targowisko, co to znaczy święte miejsce. Szczerze mówiąc, słusznie dostało się im wszystkim, owym handlarzom i bankierom. Może nie? Możemy się kontentować cudzym nieszczęściem, ponieważ, oczywiście, nas w ogóle wydarzenie to nie dotyka. Czy rzeczywiście? Jak to jest z naszymi „świętymi miejscami"? Nie, nie chodzi o budynki kościelne, lecz o nas samych, o nasze wnętrze. Czy nie zamieniliśmy go już w targowisko, na którym królują spekulacje i interesy? Na ciszę i modlitwę nie ma już w nim miejsca. Być może nadszedł czas na zrobienie porządku i wypędzenie z naszego „świętego miejsca" wszystkiego, czego tam w ogóle nie powinno być. Nie trzeba tego czynić na siłę. Wielki Post jest właściwym czasem na spokojne wysprzątanie naszego „świętego miejsca".

Wymieść

Strzeżmy się przed spoglądaniem z po­gardą na handlarzy, którzy ze świątyni jerozolimskiej uczynili targowisko. A dzisiaj czy nie chodzi o hipermarkety, na których nawet w chrześcijańskie dni świąteczne robi się interesy, ani o sklepy, których nie zamyka się w niedziele? W gruncie rzeczy chodzi jednak o mnie! O ciebie! Czy nie przydałaby się jakaś porządna miotła, żeby trochę po­sprzątać we mnie, gdy targuję się z mo­im sumieniem i mam w głowie same interesy? Być może czas na wielkie, przedświąteczne sprzątanie.


Ś
więte miejsca

Pojęcie świętego miejsća stało się obce wielu chrześcijanom. Nic dzi­wnego, skoro wciąż się zdarza, gdzieś tam w świecie, że kościoły zmienia się na sale koncertowe albo magazyny zbożowe, albo siłownie. Spojrzenie na islam może nas wiele nauczyć. W meczetach nakaz, jaki Bóg wydał Mojżeszowi zbliżające­mu się do gorejącego krzaku: „Zdejm sandały z nóg, gdyż miejs­ce, na którym stoisz, jest ziemią świętą", nać al pojmuje się dosłow­nie. Nie musimy naśladować pobo­żnych muzułmanów, ale zapewne powinniśmy odnowić w sobie sza­cunek do miejsc świętych.


Powywracać stoły

Chrześcijanie powinni być łagodni. Wpadanie w złość, wściekanie się, na­pad furii —to zachowania wielce nagan­ne. Fałszywie pojmowana teologia uczyniła z chrześcijan mięczaków, któ­rzy przymykają oczy na każdą niegodzi­wość. Natomiast istnieje wiele rzeczy, wobec których trzeba wyjść z siebie, powywracać stoły.


11 marca 2006

12 Marca II Niedziela Wielkiego Postu Rok B

Po sześciu dniach Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i Jana i zaprowadził ich samych osobno na górę wysoką. Tam przemienił się wobec nich. Jego odzienie stało się lśniąco białe tak, jak żaden folusznik na ziemi wybielić nie zdoła. I ukazał się im Eliasz z Mojżeszem, którzy rozmawiali z Jezusem. Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: Rabbi, dobrze, że tu jesteśmy; postawimy trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza. Nie wiedział bowiem, co należy mówić, tak byli przestraszeni. I zjawił się obłok, osłaniający ich, a z obłoku odezwał się głos: To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie. I zaraz potem, gdy się rozejrzeli, nikogo już nie widzieli przy sobie, tylko samego Jezusa. A gdy schodzili z góry, przykazał im, aby nikomu nie rozpowiadali o tym, co widzieli, zanim Syn Człowieczy nie powstanie z martwych. Zachowali to polecenie, rozprawiając tylko między sobą, co znaczy powstać z martwych.

Mk 9:2-10

„Punkty szczytowe”

Ewangelia o przemienieniu Chrystusa jest punktem szczytowym na drodze do Jero­zolimy. To, co nam może wydawać się obce, było niezmiernie ważne dla ucz­niów targanych wątpliwościami: w dro­dze wiodącej do nowych czasów doświad­czyli, że Jezus rzeczywiście głosi wolę Bożą. I że On sam podąża tą drogą. Świadomość tego miał jeszcze wczesny Kościół, o czym może świad­czyć najstarsza mozaika w klasztorze św. Katarzyny na Synaju przedstawiająca przemienienie Pańskie.

Widoki

Największą nagrodą dla każdego taternika czy alpinisty są wspaniałe widoki, jakie roztaczają się ze szczytów gór. Nie odnosi się to jednak do Jezusa. Jego widoki są mroczne. Z góry przemienienia Je­go spojrzenie pada na Golgotę, miejsce cierpienia i śmierci.

Słowem

Dzisiejsza Ewangelia opowiada o bardzo szczególnym „spotkaniu na szczycie". Jezus z kilko­ma uczniami wchodzi na górę. Tam ukazują się im Eliasz i Mojżesz. Jezus rozmawia z owymi mężami. O czym rozmawiali, nie wiemy. Ale bardzo wy­mowne jest samo ich spotkanie. Eliasza i Mojżesza uważa się za największe postacie historii żydowskiej. Obaj do­świadczyli bliskości Boga na wysokich górach: Mojżesz swego czasu wstąpił na górę Synaj, aby tam otrzymać tablice z dziesięcioma przykazaniami. Uważa­no go za największego prawodawcę żydowskiego. Na górze Horeb Eliasz rozpoznał głos Boga w łagodnym powie­wie. Uchodzi za największego proroka żydowskiego. Jezus zatem znalazł się w znakomitym towarzystwie. Dzięki te­mu spotkaniu na szczycie staje się dla uczniów jasne, że Jezus należy do gro­na najważniejszych postaci żydowskich. Co więcej — Bóg za pomocą znaku, chmury, potwierdza Jezusa Chrystusa jako swego umiłowanego Syna. Co w hi­storii żydowskiej zaczęło się wraz z Moj­żeszem i Eliaszem, osiąga swój punkt szczytowy przez Jezusa Chrystusa: sam Syn Boży przychodzi do nas, na ziemię. To jest rzeczywiście szczyt — w historii Boga i człowieka.

Latarnik

Kiedyś bardzo odpowiedzialny za­wód. Strzegł światła, które podczas nocy mogło ocalić życie wielu żeglarzy. Podob­ne zadanie mają do wypeł­nienia chrześcijanie, gdy wraz z uczniami po przemienieniu schodzą z wysokiej góry. Ma­ją być oknami, przez które wiele światła pada na ziemię.


Olśniło mnie

Ładne powiedzenie, gdy nagle staje sie dla nas oczywiste coś, czego dotąd ni byliśmy w stanie zrozumieć. Do Ewangelii o przemienieniu Pańskim jeszcze lepiej pasuje inne powiedzenie: zobaczyć kogoś w innym świetle.


Złota myśl

Swiatło jest zbyt oślepiające, aby Go zobaczyć. Dlatego Chrystus pozwala Bogu prze­świecać przez siebie. Jest światłem w naszych ciemnościach. Roger Schutz

04 marca 2006

5 Marca I Niedziela Wielkiego Postu Rok B


Zaraz też Duch wyprowa­dził Go na pustynię. Czter­dzieści dni przebył na pus­tyni, kuszony przez szatana.
Mk 1:12-13



Jezus rzeczywiście nie ułatwia sobie życia. Uskrzydlony sło­wami, że jest umiłowanym Synem Boga, mógł od razu wyruszyć w drogę, by głosić Dobrą Nowinę o nadejściu króles­twa Bożego. Ale Jezus pozwolił popro­wadzić siebie na pustynię. Na własnym ciele, jeśli można tak powiedzieć, wy­próbować, czy nadzieja, o której chce mówić ludziom, jest w stanie oprzeć się pokusom diabelskim i ostać się wobec trudności życia. Jakże inaczej można by z przekonaniem mówić o sprawiedliwo­ści, która jest w stanie ostać się w ob­liczu mocy zła, nie stając wpierw z ową mocąoko w oko. Jezus zatem nie ucieka od doświadczenia pustyni. Tu, na skra­wku ziemi, nie chronionej przez nic i ni­kogo, szatanowi zostają dane prawie nieograniczona przestrzeń i nieograni­czony czas, by dowieść swej mocy. W tej niebezpiecznej sytuacji Jezusowi towarzyszą aniołowie — delikatni i cisi zwiastuni Bożego „mimo". Dlatego w Dobrej Nowinie, którą później głosił ludziom, wyczuwa się w jego słowach anielską pociechę: sprawiedliwość Bo­ża nie pozwala, byśmy byli całkowicie wydani tylko mocy zła. Kto w szczerości serca staje w obliczu zarówno zbaw­czych, jak i zgubnych stron swego życia, już pozbawia zło władzy. Trudno w to uwierzyć wobec tylu pokus, nieprawości i nieszczęść w świecie. A jednak. I właś­nie dlatego trzeba w to wierzyć, pamię­tając o aniołach, zwiastunach Bożego „mimo".


Ewangelista Marek opisuje pustynię jak raj, znany Adamowi: człowiek i zwierzęta żyją w zgodzie; pisma żydowskie nadto wspominają, że Ada­mowi przed upadkiem towarzyszyli aniołowie. Ale na tym kończą się para­lele: Adam uległ pokusie, Jezus jej się przeciwstawił.


„Tylko złe wieści są
dobrymi wieściami" — mówi naczelna zasada dziennikarska. Po czter­dziestu dniach ciężkich prób na pustyni, po ciężkich pokusach i walkach, Jezus wie jednak swoje. Lepiej!

Bądź szczęśliwy, jeśli dostrze- gasz węża pokusy — masz szansę go zniszczyć. Bernard z Clairvaux


Największy sukces diabła to wywo­łanie wrażenia, że go nie ma. Nawet wtedy, gdy uchwycił już świat w swoje łapy. Jego sztuczka polega na tym, że potrafi ukryć się w czło­wieku.


Popielcowe myśli

Czy my, chrześcijanie, się nawracamy, czy jedynie wie­rzymy w nawrócenie i pod płaszczykiem wiary w nawró­cenie żyjemy po staremu?



Czy wszystko jest tylko grą? Wczoraj clow­
nem, dzisiaj pokutującym grzesznikiem? Kar­nawał to właściwy czas na maski — przynaj­mniej przez chwilę stać się kimś innym. Środa Popielcowa każe zdjąć wszelkie maski, sta­nąć przed sobą w prawdzie. Nie mam szans ukryć się przed swoją winą.



Publicznie prać swoje brudy — to dla wielu nieprzyjemne uczucie. Nie
tylko w pralni. Także w Środę Popielcową, gdy Kościół nas zaprasza, żeby przed wszystkimi wyznać, że biała sukienka, otrzymana na chrzcie nieco się poplamiła.

Naśladowanie
Czy można chcieć naśladować Chrystusa, ale unikać cierpienia? Czy można Chrystusa obrać za wzór godny naśladowania, ale
nie mieć ochoty wypatrywać Jego śladów? Czy można rzeczywiście dojść do Chrystusa, jeśli omija się drogę Jego cierpienia?


Inżynieria genetyczna pracuje nad wy­produkowaniem pigułek, które pozwoliły­by ludziom żyć ponad sto lat. Zapobiega­my przedwczesnym oznakom starości. Trudno nam się też pogodzić z tymi oznakami starości, które pojawiają się we właściwym sobie czasie. Środa Popiel­cowa jest znakiem sprzeciwu wobec na­szej mrzonce, jakoby moglibyśmy w nie­skończoność przedłużać nasze życie: „Prochem jesteś i w proch się obrócisz!"


Nikt z nas nie jest w stanie nikogo innego przekonać, że powinien się zmienić. Każdy jest stróżem drzwi do własnego nawrócenia — drzwi, które można otworzyć tylko od wewnątrz. (Marilyn Ferguson).

W środę Popielcową jednak wyznaję: jes­tem gotów przejść przez drzwi, które Ty, Boże otwierasz.


Nie, to nie zwierciadło jest na opak. Ty jesteś na opak, który ma oczy, a nie widzi, który nie chce uznać, że w tej chwili jesteś dokładnie tyle wart, ile będziesz ważył w chwili śmierci. Środa Popielcowa odzwierciedla śmierć w twojej codzienności. Nie po­winno to cię deprymować, lecz przywrócić życiu. Dokładniej mó­wiąc — w twoich zamiarach. Przypatrz cie swojej śmierci! I żyj!
Ale intensywnie

Marzec w Kościele

Tego roku w pierwszy dzień marca przypada Środa Popielcowa. Roz­poczyna się Wielki Post, czas przygotowania do świat wielkanocnych. Dla wielu zapewne jedynie przypomnie­nie, że zbliżają się kolejne święta. Ponieważ, jak wiadomo, data obchodze­nia Wielkanocy jest uzależniona od pier­wszej wiosennej pełni księżyca, tylko co siedem lat święto to przypada w marcu. Zawsze jednak w marcu Kościół obcho­dzi uroczystość Zwiastowania Pańskie­go, dokładnie dziewięć miesięcy przed Bożym Narodzeniem i trzy miesiące przed uroczystością Narodzenia Jana Chrzciciela, zgodnie z terminami poda­nymi w Ewangelii św. Łukasza. Marzec jest miesiącem nowego początku w naturze, czasem powrotu do życia i nowego wzrostu. Dlatego w wielu kul­turach, także u starożytnych Rzymian, marzec był pierwszym miesiącem kalen­darzowym. Dopiero w reformie kalen­darza, jaką przeprowadził Juliusz Cezar, przypadło w nim wio­sennemu miesiącowi trzecie z kolei miej­sce.

Z marcem wiąże się mnóstwo prac rol­niczych. W dawnych kalendarzach moż­na znaleźć radę, że 19 marca czas rozpo­cząć orkę, a święto Zwiastowania Pańs­kiego zwano też świętem Matki Bożej Strumiennej czy Roztwornej, jako że w tym czasie „roztwiera się", czyli ot­wiera, ziemia, gotowa przyjąć pierwszy siew. Dawniej w Stru­mienną w majątkach zie­mskich kończono roczny bilans, służbie wypłaca­no zarobki i zawierano umowy na nowy okres gospodarczy. W miarę postępu cywiliza­cji coraz mniej jasny staje się jednak związek między różnego rodzaju uroczy­stościami i świętami a zwykłym, codzien­nym życiem i tym, co dzieje się w przyro­dzie. Nie bez powodu przecież właśnie marzec stał się czasem wielkiego postu, i to, jak dawniej, postu bardzo surowego. W naszej szerokości geograficznej był to czas, gdy kończyły się jesienne zapasy. Przednówek bywał ciężki. Do postu wy­muszonego ubóstwem łatwo można było dorobić motywację religijną. Zapewne naszym przodkom trudno byłoby uwie­rzyć, gdyby im ktoś powiedział, że ich potomkowie będą witali post z pewną nadzieją z zupełnie innego powodu, mia­nowicie żeby stracić trochę na wadze, odwyknąć od zgubnych nałogów... Nigdy jednak, i dawniej, i teraz, nie zabrakło prawdziwej motywacji zachowywania postu: odnowić ducha, nawrócić się, zmienić swoje życie, stać się lepszym dla siebie i innych.

A że faktycznie ma się ku wiośnie, mówią liczne polskie przysłowia, np.: Na święte­go Kazimierza wyjdzie skowronek spod pierza; Na świętego Grzegorza idzie zima do morza; Gdy bocian na święty Józef przyleci, przynosi resztę śnieżnej zamie­ci; Na Zwiastowanie jaskółki się ukazują, ludziom wiosnę przywołują.