08 kwietnia 2006

9 kwietnia Niedziela Palmowa Rok B

Ewangelia

Gdy się zbliżali do Jerozolimy, do Betfage i Betanii na Górze Oliwnej, posłał dwóch spośród swoich uczniów i rzekł im: Idźcie do wsi, która jest przed wami, a zaraz przy wejściu do niej znajdziecie oślę uwiązane, na którym jeszcze nikt z ludzi nie siedział. Odwiążcie je i przyprowadźcie tutaj! A gdyby was kto pytał, dlaczego to robicie, powiedzcie: Pan go potrzebuje i zaraz odeśle je tu z powrotem. Poszli i znaleźli oślę przywiązane do drzwi z zewnątrz, na ulicy. Odwiązali je, a niektórzy ze stojących tam pytali ich: Co to ma znaczyć, że odwiązujecie oślę? Oni zaś odpowiedzieli im tak, jak Jezus polecił. I pozwolili im. Przyprowadzili więc oślę do Jezusa i zarzucili na nie swe płaszcze, a On wsiadł na nie. Wielu zaś słało swe płaszcze na drodze, a inni gałązki ścięte na polach. A ci, którzy Go poprzedzali i którzy szli za Nim, wołali: Hosanna! Błogosławiony Ten, który przychodzi w imię Pańskie. Błogosławione królestwo ojca naszego Dawida, które przychodzi. Hosanna na wysokościach!
Mk 11:1-19

Słowem

Jakiś zdobywca albo świecki władca na pewno inaczej za­planowaliby swój wjazd do stolicy. Ze­wnętrznych oznak bogactwa, władzy i zwycięstwa nadaremno szukać u Tego, który na osiołku jedzie przez wieś. A szaty ludzi, gałązki z pól, rozściełane na drodze też nie są tym, co mogłoby przypominać czerwony dywan. Ale wła­śnie w tym kryje się tajemnica Jego inności: nie wynosi się ponad ludzi, lecz chce być możliwie jak najbliżej nich. Wie, co ludzie potrzebują do życia. I wówczas, i teraz są to przede wszyst­kim ubranie, plony ziemi i świątynia. Zawsze o tym wiedział. Dlatego karmił, uzdrawiał, wspierał, stawał w obronie, modlił się. Przeczucie tego, co zdarza się już teraz i co może jeszcze się zdarzyć, zdaje się poruszać mieszkań­ców w Betfage. W przeciwnym razie zgotowaliby mu prawdopodobnie inne przyjęcie. Ale z pewnością czują bardzo dobrze: okazać temu Człowiekowi cześć znaczy pozwolić Mu mieć udział w naszym życiu - w tym, co nas chroni i obejmuje, raduje i karmi. Oddawanie Mu czci zapewne też znaczy uwolnić się na chwilę od tego, co tak dobrze nam znane albo co nas krępuje - nawet jeśli znowu po jakimś czasie wskoczymy w stare łachy.

Pozwól mi byc Twoim osiołkiem Chryste, na którym przybywasz do wszystkich ludzi.

Dom Helder Camarra













Dawniej per pedes dzisiaj mercedesem Rzut oka na dzieje ludzkości do­wodzi, że ludzie wciąż ulegają pokusie rozwijania przed sobą czerwonego dywanu, nie pomni przykładu, jaki dał Jezus w Nie­dzielę Palmową.




Najważniejsze...

...że atmosfera jest wspaniała. Cóż ma za znaczenie, że najważniejsza osoba wy­biera inną drogę, albo, jak powiada Stani­sław Lec: „Gdzie wszyscy śpiewają jed­nym głosem, tekst nie ma żadnego zna­czenia".

01 kwietnia 2006

2 Kwietnia V Niedziela Wielkiego Postu Rok B



Ewangelia

Wśród tych, którzy przybyli, aby oddać pokłon /Bogu/ w czasie święta, byli też niektórzy Grecy. Oni więc przystąpili do Filipa, pochodzącego z Betsaidy Galilejskiej, i prosili go mówiąc: Panie, chcemy ujrzeć Jezusa. Filip poszedł i powiedział Andrzejowi. Z kolei Andrzej i Filip poszli i powiedzieli Jezusowi. A Jezus dał im taką odpowiedź: Nadeszła godzina, aby został uwielbiony Syn Człowieczy. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity. Ten, kto kocha swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne. A kto by chciał Mi służyć, niech idzie na Mną, a gdzie Ja jestem, tam będzie i mój sługa. A jeśli ktoś Mi służy, uczci go mój Ojciec. Teraz dusza moja doznała lęku i cóż mam powiedzieć? Ojcze, wybaw Mnie od tej godziny. Nie, właśnie dlatego przyszedłem na tę godzinę. Ojcze, wsław Twoje imię. Wtem rozległ się głos z nieba: Już wsławiłem i jeszcze wsławię. Tłum stojący /to/ usłyszał i mówił: Zagrzmiało! Inni mówili: Anioł przemówił do Niego. Na to rzekł Jezus: Głos ten rozległ się nie ze względu na Mnie, ale ze względu na was. Teraz odbywa się sąd nad tym światem. Teraz władca tego świata zostanie precz wyrzucony. A Ja, gdy zostanę nad ziemię wywyższony, przyciągnę wszystkich do siebie. To powiedział zaznaczając, jaką śmiercią miał umrzeć.

J 12:20-33


Słowem

Jeśli ktoś Mi służy, uczci go „mój Ojciec". Codzienność zbyt często dowodzi czegoś wręcz przeciwnego: Ludzie angażują się na rzecz innych albo słusznej sprawy, troszczą się o ludzi, którzy potrzebują pomocy, albo o zagrożonąprzyrodę — a spotykają się z niezrozumieniem, są wykorzystywani albo pogardza się nimi jako ludźmi naiwnymi. Nie powinno to dziwić. Ale następstwa mogą być fatalne. Rozpanoszą się egoizm, pogrzebany zostanie altruizm. I prawdą staną się słowa: „Ten, kto kocha swoje życie, traci je".

Bogu należy dziękować, że są jeszcze naiwni, którzy wciąż jeszcze słuchają Ewangelii, przyjmują zaproszenie do naśladowania Jezusa. To oni pomagają, gdy sąsiad jest w potrzebie, są blisko tych, którzy potrzebują pociechy. To oni nie pozostają obojętni, gdy zagrożeni są ludzie albo przyroda, zabiegają o pojednanie tam, gdzie panuje spór, i wprowadzają pokój i sprawiedliwość, nie uciekając się do przemocy — często zaś narażając własne życie, dzielą się z ubogimi, choć sami mają niewiele.

A ich nagroda? Nie tylko potrząsanie z politowaniem głową nierozumiejących, lecz także dar Boży: „Kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne". I: „Jeśli ktoś Mi służy, uczci go mój Ojciec".


Chcemy widzieć Jezusa

Także dzisiaj pragnienie wielu. Pragnienie, które może się spełnić. Jeśli w nas będą mogli odkryć Chrystusa, jeśli Jego oblicze będzie przeświecać przez nasze.


Uwielbienie

Miłość, która przezwycięża śmierć, musi umrzeć,

aby miłość mogta żyć poza śmierć.



Złota Myśl

Niewierzący nie zarzucają nam, że jesteśmy chrześcijanami, ale że nie jesteśmy nimi w sposób dostateczny. Na tym pole­ga cały dramat. Gdy Gandhi prze­czytał Ewangelię, był wstrząśnięty i nieomal został chrześcijaninem. Powstrzymał go widok chrześcijan. Na tym polega nasza wielka od­powiedzialność.

Kardynał Suenens

Złożyć Bogu w ofierze syna, córkę, zwierzęta, bogactwa roli — wszystko to są rzeczy zupełnie zewnętrzne. Złożyć Bogu siebie w ofierze i podobać Mu się nie przez zasługi jakiegoś innego bytu, ale przez własne — to przekracza w swej wielkości i wyniosłości wszelkie inne ślubowanie i kto tak postępuje, jest naśladowcą Chrystusa.

Orygenes
pisarz grecki, egzegeta i teolog aleksandryjski


2 kwietnia 2006 Pierwsza rocznica śmierci Jana Pawła II

W tym dniu zapewne powrócą wszystkie bolesne przeżycia zwią­zane z odejściem Papieża, który tak wyraźnie zaznaczył się w życiu wielu ludzi i narodów. W tym dniu, żarliwie modląc się o szybkie wy­niesienie Papieża na ołtarze, nie wolno nam zapominać, żeby pozo­stał w naszych sercach i myślach, żeby nie została zapomniana jego zachęta: Otwórzcie drzwi Chrystu­sowi!

Kwiecień w Kościele

„Kwiecień plecień, co przeplata trochę zimy, trochę lata” – mówiono w Polsce. Jest nieobliczalny. Piękne wiosenne słoneczko, a za chwilę śnieżna zawierucha. Nam tu w Memphis chyba to nie grozi, raczej trzeba będzie się z upałami zmagać. W każdym bądź razie kwietniowi nie można ufać. Przypomina dawny zwyczaj prima aprilis, nadal praktykowany 1 kwietnia — 'dzień psot, żartów, opowiadania zmyślonych historii itp. Pochodzenie tego zwyczaju nie jest jasne. Prawdopodobnie naro­dził się w krajach śródziemnomors­kich i najpierw rozpowszechnił się w Europie Zachodniej. W Polsce został przyjęty z Niemiec, począt­kowo przez szlachtę, około XVI w. W XVII w. był znany już w całej Polsce, ale głównie w stanach wy­ższych i wśród młodzieży. W XVII i XVIII w. prócz żartów słownych modne były zabawne przesyłki, pa­czki, prezenty, liściki oraz specjal­nie na ten dzień wydawane okolicz­nościowe druczki.

Według legendy 1 kwietnia miał się urodzić Judasz Iskariota. W kwiet­niu, oprócz Judasza, ujrzało światło wiele innych znanych postaci. Nie tylko William Shakespeare i Imma­nuel Kant, lecz także prorok Ma­hummad.

Wielkanoc przypada w tym roku w połowie kwietnia. Nawet jeśli w Niedzielę Palmową, zwaną też Niedzielą Kwietną albo Wierzbną, święcimy i niesiemy w procesji tylko gałązki wierzbowe z baziami i bukszpan, to jednak nikt nie po­wie, że nie jest to żad­na Niedziela Palmo­wa, podobnie jak np. indonezyjscy chrześcijanie obcho­dzą prawdziwe Boże Narodzenie, chociaż czerwonymi i białymi kwiatami o kształcie gwiazd ubie­rają drzewko banian, a nie choinkę. Wielki Czwartek jest dniem ustano­wienia Sakramentu Ołtarza i po­czątku męki naszego Zbawiciela. Jest dniem wdzięczności i smutku. Niegdyś w Wielką Środę albo w Wielki Czwartek w całej Polsce odbywały się judaszki, czyli rytual­ne niszczenie, topienie lub palenie kukły Judasza-zdrajcy, a mali chło­pcy biegali po wsi, zwłaszcza na południu Polski, łomocząc drew­nianymi kołatkami i rzekomo wy­ganiając w ten sposób diabła z opło­tków. W Wielki Czwartek zaś od­bywały się wiosenne ablucje obrzę­dowe, na południu Polski zwane cedronem, na pamiątkę przejścia Je­zusa przez potok Cedron. W Wiel­ki Czwartek milkną też dzwony, co bynajmniej nie znaczy, że odlatują do Rzymu, by powrócić w Wigilię Wielkanocy. W Wielki Piątek i w Wielką Sobotę wierni odwie­dzają groby Pańskie, poszczą, by w Niedzielę Zmartwychwstania ra­dośnie powitać Pana powstałego z grobu.